Znamy sprawę Jezusa z Nazaretu. Nie możemy powiedzieć jak Piotr na dziedzińcu Kajfasza: nie znam tego Człowieka. Za dobrze Go znamy. Za bardzo Jezusa w swoim życiu doświadczyliśmy. Wiemy, kim On jest. I to dziś Bóg staje przed nami i pozwala nam ujrzeć Jezusa Zmartwychwstałego. Nie ukazuje się wszystkim, ukazuje się tym, którym chce.

 

To, że jesteśmy tutaj, tego Dnia, jest świadectwem na to, że On chce nam się ukazać. Przede wszystkim bądźmy wdzięczni, bo Bóg realizuje na nas swoje słowo. Bóg jest z nami. Bóg nas kocha. Bóg nas słucha. Bóg przychodzi nam z pomocą. Czyżby kolejna lista sloganów? Nie, to fakty. Bóg w Piątek przeszedł z pozycji słów do czynów. Nie dość, że stał się jednym z nas. Nie dość, że dał siebie na pokarm, że umył nam nogi, pozwala rękami nieświadomych ludzi przybić się do krzyża i umiera. Naprawdę i realnie umiera. Już nic nie mówi, już nas słownie nie zapewnia o miłości do nas. On po prostu umarł. On po prostu przestał żyć. Bóg – dawca życia, umarł.

 

A oto dzisiejszej nocy wszystko staje się nowe. Ten, któregośmy zawiesili na drzewie Krzyża powstał.

 

Po co Czwartek, Piątek i Sobota? Trzy dni, tak inne i tak dramatyczne. Dni, w których człowiek nic nie rozumiejąc zabił Boga. A Bóg, rozumiejąc więcej, pozwolił na to. Po co cały ten dramat? Paweł daje nam odpowiedź. Mamy umrzeć wraz z Jezusem. Mamy w Jego ranach, śmierci i grobie zanurzyć to, co nas boli, dołuje, podcina, co jest naszym codziennym bólem. Jezus nie umiera dla zabawy, dla teatru przed człowiekiem; Jego największą pasją jest być jednym z nas do końca. Po to, by jeszcze bardziej nas umiłować. Te trzy dni byłyby bez sensu, gdyby nie to, co się wydarzyło dziś w Nocy. Oto nie wiadomo jak, Jezus wstaje z martwych i wychodzi z grobu. I nie idzie o to, byśmy dochodzili tego, jak się to fizycznie dokonało, ale byśmy przyjęli sercem, jak bohaterowie dzisiejszej Ewangelii.

 

Zmartwychwstanie nie zabrało im wątpliwości, dotychczasowego myślenia. Jednak dało im jakiś pozytywny niepokój, który kazał im szukać Jezusa. Dzień Zmartwychwstania dla kobiet i uczniów był dniem wielkiego napięcia i zadziwienia. Uczniowie umęczeni wydarzeniami ostatnich dni, są uczestnikami kolejnej próby. Nie ma Ciała. Kobiety panikują. Do tego mówią, że On Zmartwychwstał. Oni – podobnie do nas – mogli tylko uwierzyć. Jego Zmartwychwstanie nie jest tanim pocieszaniem. Jego Zmartwychwstanie jest naszą nadzieją, że w tym, co jest naszą śmiercią, też wstaniemy. I jak znam Boga, nie będzie ono wyglądało tak, jak się nam marzy.

 

A więc, dążmy do tego co w górze. Do Jezusa. Nie karykatury Jezusa, nie karykatury WIELKIEJ NOCY, ale do prawdziwego Boga, który nas kocha, który – sam doświadczając lęku i śmierci – przechodzi do Życia. Dążmy do tego, co jest Bożym napięciem, co nie pozwala nam spocząć na laurach, ale każe nam iść dalej i głosić wszystkim, że JEZUS ŻYJE. Ale głosić realnie. Słowem i czynem. Pomimo swojego strachu i lęku. Jego Zmartwychwstanie świadczy o tym, że w moim, Twoim życiu nie ma przestrzeni, do której nie może wrócić życie. Przestań się bać, przestań patrzeć na siebie i swoje lęki, ograniczenia i grzechy. Patrz na Zmartwychwstałego. Amen

 

Jednak, „nie Amen”. Wyłaź z grobu, bo się zaśmierdzisz. Teraz Amen.

 

SŁOWO