My, choć w tych dniach życzymy sobie mnóstwo szczęścia, nie chcemy być tak naprawdę szczęśliwymi. Dobrze nam w naszym codziennym nieszczęściu. Życzymy sobie szczęścia, jakbyśmy chcieli zanegować to, co odczytujemy w naszym życiu jako nieszczęście; tylko dobrze wiemy, że kiedy czegoś usilnie chcemy się pozbyć, tak naprawdę wiążemy się z tym jeszcze ściślej. Zróbcie sobie stare, dobre ćwiczenie. Powiem: nie myślcie teraz o cytrynie, a wy właśnie o niej będziecie teraz myśleć. Tak działają nasze życzenia. Próbujemy zaczarować rzeczywistość. A Syn przyszedł nie po to, by czarować, ale by dać nam prawdziwe Życie, nie sny.

Co i jak zrobić?
Odpowiedź jest w Ewangelii. Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. Ona słuchała i rozważała. Bardzo ważną sprawą w przebudzeniu jest obserwacja siebie, świata, ludzi i Boga. Uświadamianie sobie tego, co robię, co mówię i dlaczego to robię. Wchodzenie w swoje prawdziwe motywacje i uświadomienie sobie ich sprawia, że zaczynamy je kontrolować, a nie one kontrolują nas. Nieświadome życie jest właśnie snem. Z kolei świadome wchodzenie w motywacje i decyzje sprawia, że żyjemy pełnią i szczerze wobec siebie. Nie musicie się ze mną zgadzać co do tezy o tym, że większość z nas śpi. Gdyby ta homilia miała sprowadzić się do tego, że przyznacie mi rację, to tak naprawdę byłaby jeszcze jedną kołysanką, która usypia. Potrzeba tu nie zgody na moje słowa, ale naszej otwartości. Ja mogę tylko pokazać przeszkody, które stoją na drodze do obudzenia się.

Właśnie postawa Maryi jest kluczem. Zachowywała i rozważała. Nie uciekała od nich i nie udawała, że nie istnieją, ale rozważała, a to znaczy, że chciała się z nimi mierzyć. A jaka jest nasza postawa? Zazwyczaj dobrze się nam słucha słów, które potwierdzają to, co już wiemy, z czym się zgadzamy. Jednak tak słuchają ludzie śpiący.

Jezus przyszedł z Dobrą Nowiną, którą odrzucono, a Jego ukrzyżowano. I wiecie co? Nie ukrzyżowano Go za to, że głosił Dobre Słowo, ale za to, że to było Słowo Nowe. A tamci ludzie, podobnie jak my, nie lubili nowego. Nowe każe się nam budzić.

Najlepiej by było, gdybym stanął dziś przed wami i powiedział kilka starych życzeń o szczęściu, pomyślności, pieniądzach, miłości i przede wszystkim o zdrowiu. Wtedy moglibyście spać bezpiecznie. Jednak nic takiego nie nastąpi. Chcę powiedzieć, z całą mocą, na jaką mnie stać; nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem, nie jesteś już niewolnikiem, lecz córką. Rozumiesz, co to znaczy? Jesteś Córką, Synem samego Boga. To jest nowość, a nowość musi Cię obudzić, a jak się postanawiasz obudzić, musisz zmienić swoje życie.

Ostatnio sobie uświadomiłem, że nawrócenie musi zacząć się od prostego zdania – myliłem się. Tylko uwaga, to nie jest zdanie, które musi wypowiedzieć człowiek nie znający Chrystusa. To zdanie musisz powiedzieć ty i ja. Zakwestionować to, że znam chrześcijaństwo, po to by pozwolić Bogu zrobić ze mnie swoje dziecko. Powiedzieć myliłem się, znaczy wyjść z wiary w Boga do zawierzenia Ojcu. Wiara jest poczuciem bezpieczeństwa, bo jakoś nam tłumaczy i cierpienie i życie po śmierci, trudne momenty. Zawierzenie, obudzenie się, sprawia, że w naszym życiu z Bogiem pojawiają się pytania i niepewności. Wiara w Boga może być wielką pychą, kiedy prowadzi mnie do jasnych stwierdzeń.

Bóg przemawiał do nas na wiele sposobów. W tych dniach przemówił do nas przez Dziecko, przez Syna. Powiedzmy sobie szczerze, że przez ten tydzień zgubiliśmy to Jego Słowo, które stało się Ciałem. Jeśli chcemy być ludźmi przebudzonymi, to musimy wrócić do tego Znaku i pozwolić, by ten prosty i zarazem jakże szalony Znak Boga, przemienił nasze życie, czyli przebudził nas do życia. A to znaczy nic innego jak to, że podejmujemy ryzyko.

Co dla ciebie jest ryzykiem w tym momencie życia?

 

SŁOWO